poniedziałek, 9 czerwca 2014

Zestaw naprawczy – napój na gorące i ciężkie dni


Nie ma co ukrywać, bywają takie dni, zwłaszcza po piątku lub sobocie, gdy wstawanie idzie bardzo ciężko. Z niewyjaśnionych powodów, gardło dręczy pora sucha, a kończony wydają się dziwnie ciężkie. Podnoszenie się z tego stanu, nie jest proste, ale też nie jest tak trudne jak mogłoby się wydawać. Chodzi przede wszystkim o uzupełnienie minerałów, nawodnienie i ochłodzenie organizmu. Brzmi rozsądnie, zwykle wystarczy sięgnąć do lodówki po sok pomarańczowy, wypić dwie szklanki i życie nabiera znośnego wymiaru. OK, ale co jeśli nagle okazuje się, że: po pierwsze ktoś już wypił sok, po drugie ku naszemu zaskoczeniu i wbrew wszelkim przypuszczeniom na sklepie (ostatniej desce ratunku) odkrywamy kartę z napisem „Zamknięte z powodu Zielonych Świątek”? Oczywiście w pierwszej kolejności zadajemy sobie pytanie, co to są te zielone świątki, ale już w kolejnej chwili dopada nas największa rozpacz, czym zaspokoić pragnienie? W takiej chwili najlepiej przyjrzeć się raz jeszcze zawartości swojej lodówki. W ten oto sposób przygotowałam ostatnio niezwykle świeży, rześki i zdrowy napój, idealny na upały oraz na stany wzmożonego odczuwania ziemskiego ciążenia.

niedziela, 18 maja 2014

z szydełkiem w świecie belly dance

Do mojej kolekcji szydełkowych robótek dołączyła jakiś czas temu chusta do tańca. Pochłonęła całkiem sporo zimowych wieczorów, zwłaszcza, że wykonana została bardzo cienkim szydełkiem, przy którym człowiek ma wrażenie, że praca wcale nie posuwa się do przodu. Samą chustę skończyłam już jakiś czas temu, ale czym jest tribalowa chusta bez pasa? I to kolejny element, któremu poświęciłam sporo uwagi, głównie rozmyślając i planując, z czego go wykonać, aby uniósł całkiem ciężkie ozdóbki. W końcu udało mi się zakupić dwa długie gumowe pasy, za które zapłaciłam istne gorsze w jakiejś supermarketowej przecenie.

niedziela, 4 maja 2014

Apetyczny mus do ciała

Obiecałam sobie, że będę pisać tylko o ciekawszych produktach, które w kategorii kremów uda mi się osiągnąć – zwłaszcza, że bloga prowadzę głównie dla siebie samej.
Balsam jak balsam, przyzwyczajona już do dobrodziejstw składników naturalnych uznałam, że będzie to zwyczajne smarowidło na co dzień. Sporządziłam na szybko w notatniku proporcje dla 300g kremu. Standardowo rozpuściłam składniki, odczekałam aż przestygną i wlałam fazę olejową do wodnej i... mieszadełko nie dało rady. Masa okazała się zbyt gęsta i ciężka. Dosłownie 40 minut wcześniej nie udało mi się ubić śmietany do ciasta, a teraz TO! Lekko poirytowana chwyciłam za ostatnią deskę ratunku, czyli blender. Miksowałam krem ponad 5minut, aż składniki dobrze się połączyły, a masa była jednolita i dobrze napowietrzona. Gotową masę przelałam do słoiczków. Wszystko wyglądało przyzwoicie. Schowałam krem do lodówki i zostawiłam go tam na całą noc. Rano, po porannym prysznicu ruszyłam lekko zniechęcona w stronę kuchni i lodówki, wyciągnęłam słoiczek z kremem, postawiłam przed sobą. Mój lekko zaspany umysł gotowy był na wszystko, ale nie na tak pozytywne zaskoczenie. Okazało się, że krem w swojej konsystencji jest puszysty i przypomina delikatny mus albo, jak kto woli, ubitą śmietankę. Rozprowadzał się cudownie, delikatnie, a dodatkowo po całej nocy przeszedł zapachem masła kakaowego neutralizując zupełnie woń masła karite (której swoją drogą nie lubię). Soł, hał aj mejd it:

czwartek, 10 kwietnia 2014

rzeczywistość urojona, czyli w pogoni za czasem

Świat jest niedoskonały - najbardziej trywialne słowa, jakie można wypowiedzieć, ale równocześnie najbardziej prawdziwe. Ta niedoskonałość nie kryje się w samym świecie, jako takim, ale w naturze człowieka. To ona jest niedoskonała, bo zawsze czegoś pragnie, bo chce widzieć świat idealnym. I to pragnienie jest najbardziej rozdzierającym wnętrze człowieka czynnikiem, który czasem, tak trudno zdefiniować. I mimo to, mimo, że to wszystko wiem nadal pragnę i nadal podążam za najbardziej nieuchwytnymi wrażeniami.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Mała rzecz a cieszy, czyli antycellulitowy balsam do ciała z algami

Małe rzeczy odróżniają od siebie poszczególne dni, dziś od wczoraj, wczoraj od kiedyś. W każdym jednym dniu, można odnaleźć coś wyjątkowego, drobny sukces, małą przyjemność, udany żat, czy też szczególny uśmiech znad kubka kawy. Nałogowo zapamiętuję szczegóły, bo tworzą wielobarwne tło mojego życia. Wieczorem, gdy leżę w łóżku, tuż przed snem, przymykam oczy i przypominam sobie niektóre detale. Jeśli wtedy mimowolnie uśmiechnę się, mogę zasnąć, nie mogąc doczekać się kolejnego dnia.

niedziela, 30 marca 2014

Siała baba mak - czyli sadzenie ziół w kuchni

Świeże zioła w kuchni - marzenie każdej kochającej gotowanie istoty. Dlatego, kiedy tylko na mailu pojawiła się informacja o warsztatach z sadzenia ziół, wiedziałam, że muszę się na nich pojawić. Tak więc sadzenie w pigułce przedstawia się mniej więcej tak: na moim kuchennym stole przybyła bazylia, kolendra, gorczyca i czosnek (ze względu na pyszną zieleninę), majeranek i lubczyk. Ale po kolei, co i jak z tymi ziołami.
Po pierwsze, zawsze kupowałam zioła w supermarketach, pyszne, dorodne i krótkotrwałe. Zazwyczaj po krótkim czasie dziczały, bądź w ogóle usychały. Dzieje się tak, dlatego, że sprzedawane zioła są uprawiane w niemal idealnych warunkach, gdzie odpowiednio w trybie dobowym zmieniana jest temperatura, wilgotność i naświetlenie w jakiej rośliny przebywają. Taka roślina jest po prostu rozpieszczona, kiedy w końcu trafia na nasz parapet przeżywa szok. Jeśli będziemy cierpliwi, roślinka być może się zahartuje i przyjmie, choć szanse, że wróci do swojej idealnej pierwotnej formy będą znikome. Warto też dodać, że taka roślinka na pewno wcześniej była nawożona, w domu raczej z tego rezygnujemy (no chyba, że ktoś ma dostęp do naturalnego kompostu i wie w jakich proporcjach go dodawać).

niedziela, 2 marca 2014

Basic Soft

Dla odmiany coś praktycznego – torebka na kłębuszki. W trakcie szydełkowania często motek spada mi z kolan i ku uciesze mojego psa zaczyna toczyć się po podłodze. Potem w trakcie robótki muszę wyplątywać z niej futro, co niekoniecznie jest moją ulubioną częścią szydełkowania. Dlatego zrobiłam sobie torebkę :)
To podstawowy model z dość sztywną pokrywką i miękkich ściankach. Po bokach posiada dwa guziczki, na które zapinana jest pokrywka. Nie przewidziałam zbyt wielu ozdób w tym modelu (oczywiści poza kokardką, której nie mogłam się oprzeć), bo jak nazwa wskazuje jest to model Basic. W przyszłości planuję stworzyć jeszcze inne modele bardziej urozmaicone i funkcjonalne. Tymczasem będę testować najnowszą zabawkę :)