Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwadraty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwadraty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lipca 2017

Najważniejszy kocyk w życiu...

Przyglądam się alpejskim widokom, stworzonym z bitej śmietany i płynnej czekolady, spoczywających lekko i chwiejnie niczym na wulkanie w szklance pełnej kawy. Moja przyjaciółka sięga po napój, a ja patrzę na swoje spienione cappuccino, pamiętam do dziś - połączyły nas góry.

Dwie dorosłe kobiety siedzą naprzeciwko siebie, mogą milczeć, jeśli zapragną i będzie to harmonijny, niewymuszony spokój, ale mogą również rozmawiać, bo od 20 lat zawsze jest o czym. Mierzymy się spojrzeniem, szukamy ukrytych uśmieszków, dotykamy wzajemnie wierzchów dłoni - dzielimy największe tajemnice, pragnienia i wybuchy śmiechu. Jesteśmy dla siebie jak dwie ogromne skrzynie z niepokojąco głębokim dnem i obie wiemy, gdzie schowałyśmy klucze.

czwartek, 7 listopada 2013

Było sobie raz pudełko z szydełkami...

Gdy byłam małym dzieckiem, mój Dziadek pokazał mi zestaw szydełek. Należał do tej specyficznej grupy Dziadków-majsterkowiczów, którzy odkrywają świat, a w szufladach trzymają niezmierzone skarby. Uczył mnie wielu różnych rzeczy i szydełkowanie było jedną z nich. Każde z jego wnucząt dostało po maleńkim zestawie szydełek. Na początku pokazał nam łańcuszek, przerabialiśmy ich całe kilometry, potem doszły słupki i półsłupki. Szło mi zwyczajnie, zawsze wydawało mi się, że robótki mojego brata są bardziej równe i gładkie, ale i tak całkiem mi się to podobało.
Istniało jednak, jedno "ale", otóż nie znosiłam w swoim życiu nudy, a więc plan mojego dnia wypełniony zawsze był po brzegi różnorodnymi zajęciami i na wiele lat, zapomniałam o włóczkach, szydełkach i łańcuszkach... Przypomniałam sobie o nim dopiero 4lata temu, gdy zachorowałam i na jakiś czas musiałam wyłączyć się z normalnego pędu życia. Leczenie bardziej mnie męczyło, niż śmiałam się do tego przyznać sama przed sobą. Kiedy odkryłam, że biorąc książkę do ręki nie jestem w stanie skoncentrować się na słowach, które rozpływały się na pojedyncze litery, zaczęły mi zagrażać dnie pełne niewypełnionych godzin. Wtedy właśnie przypomniałam sobie znowu o szydełku. Oczywiście nie pamiętałam już jak wyglądają te wszystkie supełki, ale co miałam innego do roboty? Wytargałam skądś jakiś stary kordonek i na oślep zaczęłam sobie co nieco przypominać. Nim się zorientowałam powstała całkiem ładna pajęczynka, która ostatecznie została frontem torebeczki, którą mam do dziś. Rok później zmarł mój Dziadek, a ja nie mogąc pogodzić się z jego śmiercią i dalszymi perypetiami chorobowymi znowu wpadłam w wir życia. Szydełko wypadło z moich rąk na kolejne lata, aż do tej jesieni...