Są książki i Książki, o
tym do której kategorii zalicza się owa, czas pokaże… Po skończeniu i w trakcie
czytania, nie było żadnego wstrzymywania oddechu, dalekiego patrzenia przed
siebie i zadawania sobie pytania “i co teraz?”.
W księgarni moją uwagę
zwróciła okładka - matowa, pięknie zdobiona, idealne opakowanie dla czegoś, co
zawiera ponad 900 stron tekstu. Zawsze zwracam uwagę na okładki, w ten sposób
książki do mnie mówią. Nawet jeśli są zniszczone, brzydkie, czy też nawet w zastępczej
obwolucie, gdy biorę je do ręki, po prostu wiem, że to ta właściwa lub nie.
W przypadku tej książki
ciemna grafika i tytuł sprawiły, że całość skojarzyła mi się w jakiś
irracjonalny sposób z Gwiazdą Śmierci. Uznałam to za nieco tajemnicze zaproszenie,
więc przerzuciłam tomiszcze w rękach i popatrzyłam, co mają do powiedzenia na
odwrocie: Saga, skłócone rody, historia syryjskich Romeo i Julii… co najmniej
trzy powody, bo odłożyć całość na półkę, odwrócić się na pięcie i przejść z
urażoną miną do działu si-fi. Między literami układającymi się w bałwochwalczy
bełkot, wzrok przykuło kilka słów “ciemne strony historii Syrii”, “prawdziwa
historia”, “wątki kryminalne i
polityczne” - voila, Romeo i Julia właśnie poszli do piachu.
