Postanowienie noworoczne... brzmi tak dumnie, że aż boję się wypowiadać tych słów na głos. Tymczasem bynajmniej nie odczuwam potrzeby posiadania postanowienia noworocznego. Moje życie nabrało ciągłości, permanentnych wyzwań tu i teraz i marzeń, które nigdy nie ustają, niezależnie od pory roku.
Myślę, że dla większości osób Nowy Rok, ma bardziej symboliczny i emocjonalny wymiar. Każdego dotykają różne problemy, zmartwienia, każdy ma coś, o czym chciałby zapomnieć, nie wracać do tego, porzucić to i pójść dalej. Wydaje mi się, że Sylwester jest właśnie takim symbolicznym domknięciem, Nowy Rok pozwala natomiast stworzyć wizję czegoś nowego. Człowiek jest na nowo Tabula Rasa, natomiast w wymiarze emocjonalnym Sylwester jest współczesnym obrzędem oczyszczenia. Jest to jedyny z jednej strony symboliczny, a z drugiej strony rzeczywisty czas, kiedy człowiek znajduje punkt, do którego może się odnieść i z tego właśnie punktu ocenić samego siebie. Taki punkt jest potrzebny wielu ludziom, choć jak wiadomo 90% postanowień noworocznych nigdy nie jest realizowana. Moim zdaniem dzieje się tak dlatego, że rzeczywistość w jakiej się poruszamy, nie ulega zmianie. Zmianie musi ulec człowiek, wewnątrz siebie. Przez tę jedną noc można być poruszonym i czuć doniosłość swoich postanowień, ale prędzej czy później rozbiją się one o zastaną rzeczywistość. A cały ambaras polega na tym, aby umieć lepić siebie samego stosownie do kształtu zwykłej codzienności.