sobota, 26 listopada 2016

W sprawie ciasteczek w kuchni..

Obiecałam nieco nadgonić z uzupełnianiem zaległości, tak więc proszę bardzo, oto jest - ręcznik kuchenny z apetycznym wzorkiem :) Jest to wprawka techniczna, do zupełnie innego projektu, który chodzi mi po głowie (który ogólnie nie jest związany ani z jedzeniem, ani z przyborami kuchennymi) - ale nawet eksperymenty mogą mieć praktyczne zastosowanie.
Dość istotnym elementem tej pracy, jest zupełnie dla mnie nowe przygotowanie schematu szydełkowego. Znalazłam w Internecie rysunek, który bardzo mi się spodobał. Wrzuciłam go do programu graficznego, zmniejszyłam ilość używanych kolorów, a następnie przepuściłam przez filtr, który sprawia, że obrazek zaczyna wyglądać jak PX’lowa mozaika. Oczywiście potem znalazłam program, który stworzony jest specjalnie do tworzenia takich patternów :) Cóż.. każda metoda jest dobra, o ile osiągnie się zamierzony cel… :)

Nie do końca jestem zadowolona z końcowego efektu, ponieważ schemat nie był zbyt dokładny, a pomysł na samą obwódkę wokół ciacha zmieniał mi się wraz z powstawaniem pracy. Ogólny cel (czyli rozwiązanie kilku technicznych i koncepcyjnych niuansów, potrzebnych do kolejnego projektu) został osiągnięty, więc delikatnie rzecz ujmując nie powinnam narzekać - perfekcjonizm jednak boli :)

Ściereczka to 100% bawełny, bardzo dobrej gatunkowo firmy Drops. O wyborze zdecydowała szeroka paleta kolorów i oczywiście promocyjna cena :) Włóczka  czasem ma tendencje do rozwarstwiania, ale nie jest to bardzo uciążliwe. Ogólnie bardzo dobrze się na niej pracuje.




czwartek, 3 listopada 2016

Jeden raz w życiu…

Jeśli ma się tylko jedno życie, trzeba przeżyć je dobrze - ogólna zasada, która może być rozumiana na tak wiele sposobów.

Podążanie w zgodzie ze swoją naturą i moralnością sprawia, że życie mimo wielu zaskakujących momentów ogólnie biegnie według jakiegoś mniej lub bardziej zaplanowanego scenariusza. Daje to poczucie wewnętrznego spokoju, ładu i oparcia. Jest to przyjemne uczucie, a trzymanie się reguł sprawia, że życie po prostu jest dobre (ułożone).

Tymczasem wewnątrz człowieka czai się jeszcze jedna istota, niepokorna, ciekawska, nieposłuszna. Istota ta w zależności od naszej natury, może być dość łatwo i szybko poskromiona lub też może przebywać permanentnie pod skórą, podrażniać i dodrapywać się uciążliwie do myśli. Odganianie jej jest dobrym nawykiem, który pozwala żyć spokojnie i w zgodzie z przyjętymi normami. Jest to ciągłe powstrzymywanie się, upominanie i zawracanie, a następnie upewnianie samego siebie “postąpiłem słusznie”. Życie wbrew pozorom nie trwa chwil kilka (nie trwa też dłużej) i momentów, w których postąpiliśmy dobrze, godnie czy też właściwie po jakimś czasie jest wiele, ale…. co jeśli? Co jeśli, w tamtym momencie wyszłabym poza strefę komfortu? Co jeśli odważyłabym się, postąpić wbrew nałożonym na siebie zasadom? Co jeśli dałabym ponieść się chwili, a wydarzeniom dała się po prostu potoczyć? Postanowiłam sprawdzić to w tym roku…

Rozstałam się z mężczyzną. Pierwsza decyzja, która znowu mocno wyrwała mnie z kontekstu rzeczy ustalonych i dopowiedzianych. Czy miałam wyrzuty sumienia? Miałam. Czy zaczęłam się zastanawiać, o co mi tak właściwie chodzi? Zaczęłam, ale najpierw… pozwoliłam trwać chwili.

Chwila okazała się wspaniała, intensywna, wciągająca tak bardzo, jak smak alkoholu po wypalonym dniu. Nie wypada, nie wolno, nie powinnam… wytarłam ze swojego słownika powinności i pozwoliłam rozlać się emocjom po chwilach, a chwilom po emocjach. Poczucie wolności było oszałamiające, choć w skali wszechświata czy też po prostu przygniłej ludzkości nie łamałam żadnego tabu. Łamałam jednak swoje dogmaty, uświęcone latami praktyki i pracy nad sobą. Odpowiedziałam na wszystkie zadane sobie przez lata pytania “a co by było gdybym, wtedy…”. Dowiedziałam się - jednak każdorazowa odpowiedź uzależniała jeszcze bardziej, uwalniała od odpowiedzialności wszelakiej, dostarczając za to lawin emocji. A emocje jak to emocje, rozbujały cały układ stabilności, wprawiły w ruch każdy, nawet najmniejszy nerw mojego ciała. Wrzałam. Nie mogłam doczekać się kolejnego dnia, niczym wiecznie nienasycony półbóg, pragnęłam intensywności, musiałam pochłaniać każdą choćby najmniejszą chwilę. Rozbudziłam niegasnące pragnienie, którego imię brzmiało “Więcej”.

I nagle pssst “iskiereczka zgasła…”, gdy już żyłam żywotami moich ulubionych upadłych poetów i tak jak oni zatracałam się w mieście, w życiu bez życia i w sobie jednocześnie, coś zgasło. Było to letnie słońce, które miało wyznaczyć kres szaleństwa. To było jak pakt z diabłem, umowa na czas określony.

Słońce było już zimne, gdy zdecydowałam się, aby porzucić płaszcz szaleńca. W długie samotne wieczory, znowu zaczęłam marzyć o dawnym życiu, o wszystkim tym, czego zawsze dla siebie chciałam. Tak daleko odeszłam… czas powrotów nigdy nie jest łatwy. Nigdy jednak nie czułam takiego spokoju, jak na myśl o powrocie do własnych zasad i marzeń. Poczułam znowu grunt pod nogami, a po kilku miesięcznym unoszeniu się ponad ziemią, to naprawdę zadziwiające uczucie.

Czas chaosu dobiegł końca.
Czy było warto? Do diabła (bo gdzieżby indziej) - TAK i jeszcze po tysiąc razy tak! Wszystko we mnie jest nieodwracalnie inne, ale z drugiej strony, znowu takie same. Oddawaliście kiedyś rzeczy do renowacji? Wyglądają ponownie tak samo, jak kiedyś, czasem nawet lepiej, ale materiały, których użyto są nowe, inne, nie noszą znamion czasu. Tak stało się i ze mną…

sobota, 20 sierpnia 2016

ani być, ani nie być - po prostu kreować

Nasze życie jest dokładnie takie, jakim pozwalamy mu być. I tutaj mogłabym skończyć, bo przecież niemal zewsząd krzyczą do nas złote porady "bądź Panem własnego losu", "to Ty odpowiadasz za swoje czyny" - blablabla... bardzo dużo mądrych słów, z których jak mniemam dla większości ludzi nic nie wynika, bo przecież życie płynie, a wiele zdarzeń wydarza się bez naszej woli i naszego wpływu na nie. Zatem, czy my w ogóle możemy panować nad swoim życiem i to jak ono wygląda?

niedziela, 7 sierpnia 2016

Dlaczego kosmetyki naturalne nie działają?

Niejednokrotnie spotykam się z opinią, że kosmetyki naturalne nie działają lub nie dają zadowalającego efektu. Sama nie jeden raz stworzyłam receptury, które nie przyniosły pożądanego efektu lub ich odziaływanie było znikome – zatem po co w to wszystko się bawić?

środa, 18 maja 2016

Filtry UVA i UVB vs naturalna ochrona przeciw promieniowaniu

Jakoś tak nie widzę tego słońca za oknami, ale trwam w głębokim przekonaniu (chyba nadal tym samym, co w wieczory zimowe), że w końcu je zobaczę :) Poza tym, czasem przez te chmury coś tam prześwituje, trochę poświeci, a nawet i zmusi do założenia okularów przeciwsłonecznych - więc to chyba się liczy jako zapowiedź słońca. W obliczu nadchodzącego mniejszego lub większego dosłonecznienia postanowiłam zrobić sobie naturalny krem z odpowiednimi filtrami UVA i UVB. Co prawda nie lubię wylegiwać się na słońcu (tylko obok w cieniu), ale zdarza się, że nogi same gdzieś poniosą, a przecież kapelusz całego ciała nie osłoni.
Zainteresowałam się zatem filtrami i naturalną ochroną przeciwsłoneczną, to co odkryłam wymalowało spore zaskoczenie na mojej twarzy. Otóż naturalne środki przy zetknięciu z intensywnym letnim słońcem są zwyczajnie mało skuteczne. Ale po kolei, dlaczego tak się dzieje, po co ta cała ochrona (poza oczywistym oparzeniem) i w ogóle jakie rodzaje filtrów wyróżniamy.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Kolejna serwetka, która stała się dywanem

Cała prawda o szydełkowaniu jest taka, że to niesamowicie wciąga. Dlaczego? ponieważ zajmuje ręce, a uwalnia głowę. Naprawdę, nawet drobne problemy, które towarzyszyły powstaniu dywaniku nie były w stanie zmącić mojego świeżo zrodzonego, wewnętrznego zen... Wykonując to oto dzieło, złamałam swoje ulubione bambusowe szydełko, a przy samym końcu pracy, zabrakło mi dosłownie 50cm sznurka. Oczywiście żadna pasmanteria, którą odwiedziłam (a odwiedziłam ich wiele), nie posiadała sznurków w takim odcieniu ecru, jaki był mi potrzebny. Dlatego ostatnie dwa słupki wykonałam z własnej produkcji ręcznie robionego sznurka zastępczego składającego się włóczki i kordonka (nadal pragnę wierzyć, że wyrób ów sznurek przypominał). Oczywiście mogłam zamówić kolejne 50m lub 100m w kolorze ecru (co pewnie za niedługo się stanie), ale jak zwykle nie mogłam doczekać się momentu oddania dzieła nowym właścicielom. Mimo tych kilku trudności niezmącenie uważam, że szydełkowanie przynosi spokój, a radość z tworzenia czegoś nowego jest niezastąpiona (OMmmmmm....).

sobota, 16 kwietnia 2016

Chyba widziałem programistę… czyli skąd czerpać inspiracje



Kilka lat temu, gdy widziałam się koleżanką, która w tamtym czasie była rekruterką w branży IT, podzieliła się ze mną ciekawym spostrzeżeniem. Zniżyła głos i nieco konfidencko szepnęła, "Ale mogę Ci coś powiedzieć - tak między nami - Wy [programiści], naprawdę jesteście bardzo specyficzną grupą zawodową". W pierwszej chwili pomyślałam, że chodzi jej o nasze podejście do pracy, szybko jednak wyprowadziła mnie z błędu i sprostowała, że chodzi o nasze.. osobowości i wygląd. Raczkowałam wtedy w branży, nie znałam tak wielu osób z IT, więc nawet jeśli trafił się ktoś "dziwny", to był to odosobniony przypadek.