sobota, 4 lipca 2015

Jem to co lubię, lubię to co jem

Dziś znowu będzie kulinarnie. Dlaczego? Ponieważ jedzenie jest ważne :) Postanowiłam ułożyć swoją własną dietę, nie odchudzającą, nie będącą pasmem wyrzeczeń, ale zdrową, pełną pyszności i uzupełniającą mój sposób życia. Dużo czytam, o tym, co jest dobre a co złe.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Pasta miętowo-groszkowa


Guacamole? Mmmmmm, pycha ! Owszem, lubię, a bywalcy moich czterech kątów często witani są polską wariacją na temat guacamole z bobu. Pozostaje jednak nieustające pytanie, czemu nachos, krakersy, grzanki i inne chrupiące pastonakładacze, zawsze muszą pozostawać w towarzystwie sosu serowego, czosnkowego lub guacaome? Organizując babski wieczorek w świeżo odremontowanym mieszkanku, postanowiłam również wprowadzić jakiś zapach świeżości do mojej kuchni. Zamiast po awokado czy też bób, sięgnęłam po groszek zielony i zrobiłam świeżą i delikatną pastę miętowo-groszkową.

niedziela, 10 maja 2015

Zimowe mitenki w róże



Niepostrzeżenie jedna pora roku zamienia się w drugą. Tymczasem w dziedzinie szydełka powstało kilka przydatnych ocieplaczy - przenieśmy się zatem w czasie. Jest grudzień, rozpoczęły się właśnie święta, wieczory bywają długie i spokojne. Na moich kolanach spoczywa egzemplarz czasopisma ROWAN z przepięknym wzorem na antracytowe mitenki w niezwykłe róże. Wpatruję się w niego intensywnie... wzór obliczony jest na druty. Przez chwilę próbuję przerabiać oczka prawe, lewe , kombinuję ściągacze, ale już wiem - na druty przyjdzie jeszcze pora, chwilowo to nie moja bajka. Wpatruję się dalej we wzór, sięgam po kilka kłębuszków i nim się orientuję, dziergam wymarzone mitenki przerabiając w głowie wzór na szydełkowy. Swoją spontaniczność przypłaciłam jednak na jakości robótki - bazowa włóczka, była nieco grubsza od tych użytych do ornamentu, dlatego efekt nie wyszedł aż tak spektakularny (do wzoru z pewnością jeszcze powrócę, więc nic straconego...). Rękawiczki są dość obszerne, sięgają do łokcia i można naciągnąć je na rękaw bluzki. Ze względu na przerabianie ich półsłupkami całość jest dość sztywna, ale dzięki temu wzór zawsze jest dobrze widoczny.

niedziela, 1 lutego 2015

zapiski z tramwaju



Długo zastanawiałam się nad formą tego bloga, chciałam wrzucać tu tylko rzeczy, które wyszły spod moich dłoni… ale te rzeczy nie istnieją bez świata, który nieustannie wpływa na mnie, zmienia i ciągle odkrywa przede mną nowe pokłady emocji. Nigdy do końca nie mówię, co myślę i co czuję – świat jest zbyt wielki w swym spektrum emocji, by to wszystko wyrazić. Mówię tylko o bieżących uczuciach i tych najbardziej „przy powierzchni”. Dlatego postanowiłam dodać notatki z tramwajów, autobusów, hipermarketów – wszędzie tam, gdzie powstają moje ciche myśli, wszystko, to, co gdzieś zapada we mnie, gdy obserwuję i słucham, jak toczy się cudze i moje życie.

Dwa tygodnie temu, jadąc autobusem, zobaczyłam starszego (choć trudno dokładnie określić jego wiek, długa siwa broda,  szturmówki i wysokie oficerki.. 60? a może więcej) mężczyznę. Trzymał się za nogę i masował kolano, jego mina mówiła jednoznacznie, że cierpi. Wbiłam w niego wzrok, jak wtedy, gdy próbujesz komuś powiedzieć prosto w twarz „będzie dobrze, nie poddawaj się” – ale gdzieś głęboko wiedziałam, że jeśli noga jest faktycznym powodem cierpienia, to żadne słowa nie pomogą, nie w tym kraju. Autobus ruszył, a mężczyzna podniósł oczy i popatrzył w moją stronę,  w tym momencie wiedziałam, że noga jest tylko pretekstem. Ogarnął mnie smutek i jakieś dziwne uczucie, że ten człowiek właśnie zrozumiał sens życia. Dwa tygodnie później, jechaliśmy tym samym autobusem, rozmawiał przez telefon – a ja, zrozumiałam.
- Ja i Betka przeżyliśmy razem 40 lat. To 2 tygodnie po pogrzebie, jak mogę myśleć o codzienności? […] Ale chłopaki nie płaczą, pamiętaj… choć wieczorami, gdy jestem naprawdę sam, to sobie popłakuję. Długo. […] Nie mogę narzekać, na chleb mnie stać.

piątek, 2 stycznia 2015

tribalowa opaska do włosów

Wybieranie muzyki, wsłuchiwanie się w każdą sekundę utworu, układanie choreografii do każdego dźwięku, a potem niekończące się treningi, każdego dnia po pracy, po zajęciach. Życie towarzyskie na chwilę przymiera lub rozpoczyna się po dwudziestej czwartej. Kiedy wszystkie te elementy połączą się w całość i zaczynają w końcu funkcjonować, jak dobrze naoliwiony mechanizm przychodzi czas na zaprojektowanie stroju. Kolejne godziny spędzone przed komputerem i kartką papieru, potem na przymiarkach i poprawkach, a między wszystkie te czynności wepchnięte zostają treningi lub nieustające przesłuchiwanie ścieżki dźwiękowej.

niedziela, 5 października 2014

Sposób na buraka czyli - karmelizowane pieczone pikantne buraczki

Dobry obiad to przede wszystkim smaczne dodatki. Zawsze staram się dobierać tak potrawy, aby ich smaki wzajemnie się uzupełniały. Co ciekawe, czasem jako pierwszy wymyślam dodatek i dopiero wokół niego buduję resztę dania. I tak ostatnio eksplorując zasoby i możliwości Mamowego ogródka poprosiłam o porcję małych buraczków - od razu z zamysłem późniejszego ich skarmelizowania. Jeśli ktoś uważa, że buraki jadalne są tylko w postaci barszczu polecam sprawdzić moją metodę na buraka :)

poniedziałek, 15 września 2014

faszerowany duet, czyli papryka z indykiem

Blog nieco pokrył się kurzem w przeciwieństwie do mojego życia, które wijąc się niczym wąż, miało ochotę zrzucić dotychczasową skórę. Pewne sprawy zmieniają nasz los niekoniecznie w sposób do którego jesteśmy przyzwyczajeni. W takiej sytuacji tylko jedno jest pewne, zamiłowanie do dobrego jedzenia :)
Dzisiejszą inspiracją była nadziewana papryka. Ogólnie muszę powiedzieć, że jestem zwolenniczką nadziewania "wszystkiego", ze względu na możliwość łączenia i przenikania smaków. W tej kompozycji potrzebujemy dwóch dużych papryk, jednej piersi indyka, kilka pomidorków i cały tabun pieczarek! Zatem zaczynamy :)