Obiecałam sobie, że będę pisać tylko o ciekawszych produktach, które w kategorii kremów uda mi się osiągnąć – zwłaszcza, że bloga prowadzę głównie dla siebie samej.
Balsam jak balsam, przyzwyczajona już do dobrodziejstw składników naturalnych uznałam, że będzie to zwyczajne smarowidło na co dzień. Sporządziłam na szybko w notatniku proporcje dla 300g kremu. Standardowo rozpuściłam składniki, odczekałam aż przestygną i wlałam fazę olejową do wodnej i... mieszadełko nie dało rady. Masa okazała się zbyt gęsta i ciężka. Dosłownie 40 minut wcześniej nie udało mi się ubić śmietany do ciasta, a teraz TO! Lekko poirytowana chwyciłam za ostatnią deskę ratunku, czyli blender. Miksowałam krem ponad 5minut, aż składniki dobrze się połączyły, a masa była jednolita i dobrze napowietrzona. Gotową masę przelałam do słoiczków. Wszystko wyglądało przyzwoicie. Schowałam krem do lodówki i zostawiłam go tam na całą noc. Rano, po porannym prysznicu ruszyłam lekko zniechęcona w stronę kuchni i lodówki, wyciągnęłam słoiczek z kremem, postawiłam przed sobą. Mój lekko zaspany umysł gotowy był na wszystko, ale nie na tak pozytywne zaskoczenie. Okazało się, że krem w swojej konsystencji jest puszysty i przypomina delikatny mus albo, jak kto woli, ubitą śmietankę. Rozprowadzał się cudownie, delikatnie, a dodatkowo po całej nocy przeszedł zapachem masła kakaowego neutralizując zupełnie woń masła karite (której swoją drogą nie lubię). Soł, hał aj mejd it:
niedziela, 4 maja 2014
czwartek, 10 kwietnia 2014
rzeczywistość urojona, czyli w pogoni za czasem
Świat jest niedoskonały - najbardziej trywialne słowa, jakie można wypowiedzieć, ale równocześnie najbardziej prawdziwe. Ta niedoskonałość nie kryje się w samym świecie, jako takim, ale w naturze człowieka. To ona jest niedoskonała, bo zawsze czegoś pragnie, bo chce widzieć świat idealnym. I to pragnienie jest najbardziej rozdzierającym wnętrze człowieka czynnikiem, który czasem, tak trudno zdefiniować. I mimo to, mimo, że to wszystko wiem nadal pragnę i nadal podążam za najbardziej nieuchwytnymi wrażeniami.
niedziela, 6 kwietnia 2014
Mała rzecz a cieszy, czyli antycellulitowy balsam do ciała z algami
Małe rzeczy odróżniają od siebie poszczególne dni, dziś od wczoraj, wczoraj od kiedyś. W każdym jednym dniu, można odnaleźć coś wyjątkowego, drobny sukces, małą przyjemność, udany żat, czy też szczególny uśmiech znad kubka kawy. Nałogowo zapamiętuję szczegóły, bo tworzą wielobarwne tło mojego życia. Wieczorem, gdy leżę w łóżku, tuż przed snem, przymykam oczy i przypominam sobie niektóre detale. Jeśli wtedy mimowolnie uśmiechnę się, mogę zasnąć, nie mogąc doczekać się kolejnego dnia.
niedziela, 30 marca 2014
Siała baba mak - czyli sadzenie ziół w kuchni
Świeże zioła w kuchni - marzenie każdej kochającej gotowanie istoty. Dlatego, kiedy tylko na mailu pojawiła się informacja o warsztatach z sadzenia ziół, wiedziałam, że muszę się na nich pojawić. Tak więc sadzenie w pigułce przedstawia się mniej więcej tak: na moim kuchennym stole przybyła bazylia, kolendra, gorczyca i czosnek (ze względu na pyszną zieleninę), majeranek i lubczyk. Ale po kolei, co i jak z tymi ziołami.
Po pierwsze, zawsze kupowałam zioła w supermarketach, pyszne, dorodne i krótkotrwałe. Zazwyczaj po krótkim czasie dziczały, bądź w ogóle usychały. Dzieje się tak, dlatego, że sprzedawane zioła są uprawiane w niemal idealnych warunkach, gdzie odpowiednio w trybie dobowym zmieniana jest temperatura, wilgotność i naświetlenie w jakiej rośliny przebywają. Taka roślina jest po prostu rozpieszczona, kiedy w końcu trafia na nasz parapet przeżywa szok. Jeśli będziemy cierpliwi, roślinka być może się zahartuje i przyjmie, choć szanse, że wróci do swojej idealnej pierwotnej formy będą znikome. Warto też dodać, że taka roślinka na pewno wcześniej była nawożona, w domu raczej z tego rezygnujemy (no chyba, że ktoś ma dostęp do naturalnego kompostu i wie w jakich proporcjach go dodawać).
Po pierwsze, zawsze kupowałam zioła w supermarketach, pyszne, dorodne i krótkotrwałe. Zazwyczaj po krótkim czasie dziczały, bądź w ogóle usychały. Dzieje się tak, dlatego, że sprzedawane zioła są uprawiane w niemal idealnych warunkach, gdzie odpowiednio w trybie dobowym zmieniana jest temperatura, wilgotność i naświetlenie w jakiej rośliny przebywają. Taka roślina jest po prostu rozpieszczona, kiedy w końcu trafia na nasz parapet przeżywa szok. Jeśli będziemy cierpliwi, roślinka być może się zahartuje i przyjmie, choć szanse, że wróci do swojej idealnej pierwotnej formy będą znikome. Warto też dodać, że taka roślinka na pewno wcześniej była nawożona, w domu raczej z tego rezygnujemy (no chyba, że ktoś ma dostęp do naturalnego kompostu i wie w jakich proporcjach go dodawać).
niedziela, 2 marca 2014
Basic Soft
Dla odmiany coś praktycznego –
torebka na kłębuszki. W trakcie szydełkowania często motek spada
mi z kolan i ku uciesze mojego psa zaczyna toczyć się po podłodze.
Potem w trakcie robótki muszę wyplątywać z niej futro, co
niekoniecznie jest moją ulubioną częścią szydełkowania. Dlatego
zrobiłam sobie torebkę :)
To podstawowy model z dość sztywną
pokrywką i miękkich ściankach. Po bokach posiada dwa guziczki, na które zapinana jest pokrywka. Nie przewidziałam zbyt wielu ozdób
w tym modelu (oczywiści poza kokardką, której nie mogłam się
oprzeć), bo jak nazwa wskazuje jest to model Basic. W przyszłości
planuję stworzyć jeszcze inne modele bardziej urozmaicone i
funkcjonalne. Tymczasem będę testować najnowszą zabawkę :)
sobota, 22 lutego 2014
"ta nić czarna się przędzie, ona za mną, przede mną i przy mnie [...]"
Oto mój ostatni pochłaniacz czasu, z jednej strony czarne niekończące się sploty, z drugiej dobieranie dodatków i wymyślanie wzorów. A wszystko na małym, drobnym szydełku, dzięki czemu praca trwa i trwa... Dzisiaj jadę na wieś, odpocząć, zrelaksować się. Planuję zabrać z sobą jakiś puchaty motek i zrobić jakąś prostą, acz przydatną rzecz - zobaczymy. Tymczasem, pochłaniacz czasu pozostanie nadal niedokończony i w swojej ostatniej formie nieznany :)
sobota, 15 lutego 2014
W lecie grill, zimą ruszt z piekranika
Zdecydowanie ostatnio nie mam „jedzeniowej weny”, równie dobrze mogłabym na talerz napakować kilogram surowych warzyw i byłabym tak samo zadowolona, jak z wykwintnego dania. Na szczęście, ostatnio częściej gotuje mój mąż :) Dlatego, kiedy przychodzi w końcu weekend, chcę mu się odwdzięczyć i przygotować coś specjalnie dla niego, ale oczywiście w moim stylu. Czy jest coś, co może ucieszyć męski żołądek bardziej, niż widok wielkiego steku? Być może... ale w trakcie spożywania tego steku, gwarantuję, że zapomni o wszystkim innym. Z racji, że posiłek ma być dla dwojga, a jak wiadomo kobieta nie samym mięsem żyje, całości dopełnią pieczone bakłażany. Jako uzupełnienie dania można podać pieczone bataty lub po prostu frytki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



